Park Aspromonte i górskie Canolo

Park Aspromonte stanowił niesamowite tło dla miejsc, które odwiedzaliśmy w Kalabrii po stronie Morza Jońskiego. Nie chodzimy po górach (jeszcze), o trekkingu z wózkiem też nie myśleliśmy, ale raz postanowiliśmy pojechać w głąb Parku, by chociaż trochę poczuć jego klimat.

Park Aspromonte

Wielki masyw Aspromonte to fascynujące połączenie górskiego krajobrazu z morskim pejzażem. Podobno wystarczy godzina, by przedostać się z plaży na stok narciarski w Gambarie, które to miasto zimą funkcjonuje jako ośrodek narciarski. Do Gambarie nie dojechaliśmy, bo było za daleko. Zdecydowaliśmy się na trasę Antonimina – Zomaro – Canolo.

Sama droga stanowiła pewne wyzwanie. Było stromo, jechaliśmy powoli i patrzyliśmy jak spada temperatura na zewnątrz. Gdy ruszaliśmy z Antoniminy termometr wskazywał około 30 stopni. Gdy dojechaliśmy do górskiego Canolo temperatura spadła o 10 stopni i zaczynało się chmurzyć lub miejscami popadywać. 

Po drodze mijaliśmy różne miejsca piknikowe w lesie, gdzie można było się zatrzymać i odetchnąć chłodniejszym powietrzem podziwiając przy tym górskie widoki. Przejeżdżaliśmy przez zupełnie wyludnione wioski, być może letniskowe, gdzie domy zdawały się niezamieszkane na stałe.

Zomaro

W połowie drogi do Canolo zatrzymaliśmy się w miejscowości Zomaro. Tam w środku nigdzie na rozwidleniu dróg znaleźliśmy budkę/ sklepik sprzedający artykuły spożywcze pierwszej potrzeby, w tym lody i kawę. Tuż obok, znajdował się trochę zapomniany plac zabaw i staw z kaczkami. Było przyjemnie chłodno (ok. 24 stopni) i pusto.

Canolo

Z Zomaro droga prowadziła już tylko do Canolo.  Po drodze mijaliśmy cmentarz z widokiem na góry, który wyglądał zupełnie inaczej niż te, do których przyzwyczailiśmy się w Polsce. Gdy dojechaliśmy na miejsce, ulice były mokre po deszczu i zaczynał się czas sjesty, więc gorączkowo szukaliśmy miejsca na obiad. Udało nam się znaleźć jedną czynną restaurację (być może jedyną w Canolo?) tuż przy drodze, z widokiem na góry. Ristorante Donna Franzisca to malutka rodzinna restauracja. Byliśmy jedynymi gośćmi. Poprosiliśmy o coś typowo lokalnego, więc właścicielka zaproponowała nam makaron z grzybami, boczkiem i szparagami. Odmiana szparagów użyta w potrawie, nadała jej gorzki posmak, więc mimo ogromnej porcji nie do końca przypadła nam do gustu. Pewną gorycz wyboru zrekompensował jednak doskonały sernik.

Czekając na jedzenie wyszłam z Tymkiem przed lokal, bo w środku dotknął już wszystkiego co mógł. Zaczepił nas lokalny ksiądz, który opowiedział mi trochę o historii miasteczka i odpływie mieszkańców. Ta mała górska mieścina liczy obecnie mniej niż 1000 mieszkańców, jednak w swoich najlepszych czasach mieszkało w niej ponad 3 tysiące osób. Trudne warunki życia, bezrobocie i odpływ młodych do innych części Włoch spowodował stopniowe wyludnianie się miasteczka. Typowa historia bardzo wielu kalabryjskich małych miast. Po obiedzie w Canolo powoli wróciliśmy do naszej agroturystyki, by wygrzać się w słońcu przy basenie.

Nawet tak krótka jak nasza wyprawa do Parku Aspromonte dała kolejny dowód na to, że Kalabria ma więcej do zaoferowania niż myśleliśmy. Trasy trekkingowe zaciekawią osoby lubiące górskie wędrówki i mają trochę starsze dzieci. Z maluchami trzeba liczyć siły na zamiary, więc my skupiliśmy się głównie na podziwianiu widoków z okna samochodu. Było zdecydowanie warto. Biorąc pod uwagę bliskość morza i plaż od masywów górskich, w Kalabrii możemy liczyć na naprawdę zróżnicowany wypoczynek.

0 0 votes
Article Rating
Zapisz się
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments