Uzdrowisko dla dzieci w Dąbkach – relacja z pobytu w Dukat Medical Spa

Wyjazdy zimą nad morze Bałtyckie do tej pory nie kojarzyły mi się z odpoczynkiem czy wakacjami. Bywaliśmy zimą w Trójmieście, przy okazji odwiedzin u naszych znajomych, ale były to wypady weekendowe.

O tym, że zdecydowaliśmy się pojechać w styczniu na 3 tygodnie nad Bałtyk  zdecydował trochę przypadek. Wyjazd do sanatorium z Laurą doradził nam nasz pediatra z uwagi na jej częste zapalenia oskrzeli. Gdy tylko skończyła 3 lata, złożyliśmy odpowiedni wniosek i nie spodziewaliśmy, że już po niespełna 3 miesiącach dostaniemy decyzję o skierowaniu do uzdrowiska. Pierwszy przydział padł na sanatorium dla dzieci w Rabce Zdrój. Uzdrowisko to nie przyjmowało jednak rodzeństwa poniżej 2 roku życia, więc wykluczało wyjazd całą rodziną. Poza tym jakość powietrza zimą w Małopolsce pozostawia wiele do życzenia, dlatego po konsultacji z lekarzem odpuściliśmy. Tymczasem, na 3 dni przed przydzieloną datą wyjazdu, odezwał się do nas NFZ z propozycją skierowania do uzdrowiska w Dąbkach w woj. Zachodniopomorskim. Nie mogliśmy zmienić daty wyjazdu, dlatego po upewnieniu się, że możemy jechać wszyscy, mieliśmy dosłownie 2 dni na spakowanie się i organizację.

Skąd ten pomysł?

Większość małych dzieci chodzących do przedszkola czy żłobka choruje. Najczęściej są to infekcje górnych dróg oddechowych, które często przechodzą w zapalania oskrzeli. Takie infekcje mogą skończyć się zapaleniem płuc, a ostatecznie nawet astmą oskrzelową.

Jako rodzice dziecka chorującego co 2-3 tygodnie (żłobek, potem przedszkole) łapaliśmy się wszystkiego. Dźwięk inhalatora był naszą codziennością, a Nebbud i Berodual nieodłącznymi elementami apteczki. Każdy lekarz diagnozował Laurę inaczej. Raz słyszeliśmy, że taki jej „styl” chorowania i że „wyrośnie”, laryngolog winił przerośnięty migdał, alergolog problemu upatrywał w alergiach wziewnych. Migdał został wycięty, brała leki na alergie, zbliżała się do magicznych trzecich urodzin, po których wszystko miało się zmienić, ale ostatecznie i tak chorowała. Długo się zastanawialiśmy czy warto jechać z nią do sanatorium i czy taki pobyt poprawi ogólny stan jej zdrowia. Wyjazd doradził nam nowy pediatra, który na nowo przeanalizował jej historię. Musieliśmy tylko poczekać na 3 urodziny, żeby złożyć wniosek wyjazdowy.

Czy warto jechać do sanatorium z dzieckiem?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy sanatorium w znacznym stopniu podnosi odporność u dziecka. Jest to kwestia bardzo indywidualna. Odporność buduje się u dzieci przez lata i wpływa na nią wiele innych czynników, w tym zdrowa dieta, aktywność fizyczna itp.

Zacznę od końca. Tuż przed zakończeniem naszego turnusu mieliśmy kontrolną wizytę u lekarza. Porozmawialiśmy trochę o korzyściach wynikających z zabiegów i z samego pobytu. Doktor z nostalgią wspominał czasy kiedy turnusy trwały 4 tygodnie, narzekając, że obecnie NFZ skrócił je do trzech. Na podsumowanie lekarz stwierdził, że same zabiegi za wiele nie dają. Chodzi głównie o zmianę klimatu i jej dobroczynny wpływ na odporność dziecka. Według Pana doktora nasz organizm dopiero po tygodniu zaczyna przystosowywać się do zmiany klimatu, a dobroczynne skutki dla zdrowia następują po 2 tygodniach pobytu nad morzem. Trzy tygodnie już robią sporą różnicę, jednak najlepiej byłoby spędzić nad morzem cały miesiąc. Trzy tygodnie nad morzem wzmacniają odporność dziecka na przynajmniej 6 miesięcy.

Dla zdrowia

Sanatorium było przeznaczone dla dzieci z chorobami górnych dróg oddechowych. Laura, w ramach przepisanych zabiegów miała raz dziennie gimnastykę oddechową, inhalację solankową oraz przez połowę turnusu lampę sollux na zatoki, a przez drugą borowinę. Zabiegów nie było zatem dużo. Część jest do wykonania również w domu. Odniosłam wrażenie, że skierowanie na zabiegi przebiegało dosyć sztampowo. Lekarz, który zbadał Laurę po przyjeździe za bardzo nie wnikał w historię naszej choroby. Dzieci z podobnym rozpoznaniem dostawały praktycznie takie same zabiegi, więc ciężko tu mówić o indywidualnym podejściu.

Siłą pobytu było głównie czyste powietrze i mikroklimat uzdrowiska Dąbek. W połączeniu z zabiegami liczyliśmy na efekt wzmocnienia odporności i rzadsze chorowanie. Muszę przyznać, że Laura przez kolejne pół roku chorowała zdecydowanie mniej lub prawie w ogóle. Mogło to wynikać z naszego pobytu w Dąbkach, ale wynikało też z rozpoznania astmy oskrzelowej i zmiany leków. W trakcie rozmów z innymi rodzicami, okazywało się, że spora część z nich przyjeżdżała zimą nad morze rok rocznie, bo zauważali znaczną poprawę odporności swoich pociech.

W sanatorium do dyspozycji kuracjuszy były dostępne przez cały dzień (a także w nocy) pielęgniarki dyżurujące. Wizyta u lekarza odbywała się po przyjeździe, w połowie turnusu oraz przed wyjazdem, a także w przypadku choroby. Opiekunom dziecka przysługiwała jedna bezpłatna konsultacja lekarska na cały czas turnusu. Gdy była potrzeba, pielęgniarki wypożyczały nebulizator oraz miały doraźne leki dla chorujących dzieci. Niedaleko budynku sanatorium znajdował się także punkt apteczny.

Nie samymi zabiegami żyje człowiek

Zabiegi zajmowały część naszego dnia do obiadu, jednak popołudnia i wieczory mieliśmy teoretycznie wolne. Życie w sanatorium toczy się swoim rytmem. Praktycznie każdy dzień jest zaplanowany. Czas płynie od zabiegu do zabiegu, od posiłku do posiłku, z przerwami na spacer czy udział dziecka w zajęciach z animatorami.

Sanatorium Dukat Medical Spa zaskoczyło nas bogatą ofertą animacji dla dzieci. Było to szczególnie pomocne w czasie pobytu zimą, kiedy ciemno zaczynało się robić około godziny 16:00, a pogoda nie zawsze pozwała na spędzenie dnia na plaży. 

Nasz dzień wyglądał w skrócie tak:

  •  8:30 – 9:30 – śniadanie
  • 10:00 – 12:00 – zabiegi
  • 12:00 – 13:00 – czas wolny do obiadu, w trakcie którego Laura chodziła na świetlicę, a Tymcio spał na spacerze.
  • 13:00 – 14:30 – obiad
  • 15:00 – 17:30 – czas wolny, który wykorzystywaliśmy na spacer, krótkie wycieczki itp.
  • 17:30 – 18:30 – kolacja
  • 19:00 – 20:30 – animacje dla dzieci, czas wolny.

 

Dla dzieci

Przynajmniej raz w tygodniu dla dzieci organizowane były dyskoteki. W niedzielne wieczory i czasem w tygodniu odbywały się seanse filmowe z bajkami. Raz z przedstawieniem przyjechał teatrzyk kukiełkowy. Panie animatorki organizowały też wieczorne zabawy muzyczne z chustą.

Po kolacji i animacjach dzieci padały spać. My zresztą też, bo mimo wszystko każdy dzień był dość intensywny, a naprawdę wolnego czasu było niewiele. Jedynie niedziela była wolna. Oprócz posiłków w ustalonych porach, nie działo się nic na co trzeba było zdążyć. W niedzielę robiliśmy dłuższe wycieczki, w tracie których poznawaliśmy okolicę. Osobny wpis o atrakcjach w okolicy Dąbek znajdziecie tu.

Co ważne, w określonych godzinach w ciągu dnia działała świetlica. Panie animatorki organizowały wtedy zajęcia plastyczne. Po podaniu numeru telefonu można było na godzinę zostawić dziecko pod fachową opieką. Na jednym z pięter funkcjonowała też sala zabaw z kulkami, ale staraliśmy się unikać tego typu zbiorowisk. Raz zorganizowano dla dzieci grilla na powietrzu z kiełbaskami oraz wizytą Olafa z Krainy Lodu.

Na koniec turnusu odbył się pożegnalny bal przebierańców, a co piątek dzieci szalały na mini disco. Dla nieco starszych dzieci organizowana była pomoc w zadaniach szkolnych. Funkcjonowała nawet wypożyczalnia strojów karnawałowych oraz mała biblioteka. Sanatorium miało również strefę SPA z jacuzzi i mikro basenem. Rodzice mogli też wykupić indywidualne zabiegi czy masaże dla siebie lub dodatkowe dla dziecka. Otwarty był też salon kosmetyczny z różnymi zabiegami upiększającymi.  Oferta animacji była bardzo bogata. Dla chętnych organizowano wycieczki np. do aquaparku w Koszalinie czy warsztaty z pieczenia ciasteczek/pizzy. Na wycieczki fakultatywne obowiązywały wcześniejsze zapisy oraz odpłatność. 

Jedzenie

Posiłki serwowane były codziennie w formie bufetu. Na śniadanie i kolację zawsze było coś na ciepło, bar sałatkowy, wybór sera i wędlin a także zupy mleczne. Na obiad serwowano dwie zupy do wyboru i dwa rodzaje drugiego dnia. Dość często dzieci dostawały coś przygotowanego specjalnie dla nich np. racuchy czy pizzę domowej roboty. To samo dotyczyło opiekunów. Jedzenie było smaczne i zróżnicowane. Ciężko było wyjść głodnym. Jeden zarzut mógłby dotyczyć jakości niektórych produktów czy sensu dawania dzieciom słodzonych jogurtów czy oblanych lukrem bułek słodkich na poobiedni deser. Jednak ogólnie nie można było narzekać. Każdy pokój miał przydzielone stałe miejsce przy konkretnym stole. Stołówka składała się z dwóch części. Dzieci chore i skierowane przez lekarza do kwarantanny otrzymywały posiłki do pokoju.  

Zakwaterowanie 

Sanatorium oferuje różne typy i standardy pokoi, o czym można poczytać na stronie Dukat Medical Spa. Pokój rezerwujemy po potwierdzeniu w NFZ chęci skorzystania z przydzielonego miejsca w uzdrowisku. My niestety nie mieliśmy wyboru opcji zakwaterowania. Rezerwując miejsce na ostatnią chwilę dostaliśmy jedyny dostępny pokój trzyosobowy. Większych już po prostu nie było.

Nasz pokój miał 2 pojedyncze łóżka oraz rozkładaną, podwójną kanapę. Po rozłożeniu kanapy robiło się dość ciasno. W pokoju mieliśmy też biurko, krzesło i szafę oraz łazienkę z prysznicem. Standard ok, codziennie było sprzątanie, ale po powrocie z plaży w pokoju robiła się i tak piaskownica.

Sam budynek sanatorium w środku został częściowo odnowiony, w tym pokoje zabiegowe i strefa SPA. W trakcie naszego pobytu niektóre piętra były remontowane. Całość robi dobre wrażenie. Ogólnie widać, że ciągle jest tam coś poprawiane i wymieniane. Widać też, że starają się cały czas podwyższać standard i na tle innych obiektów sanatoryjnych w okolicy wypadają zdecydowanie korzystanie. Obok Dukata znajdowało się kilka innych uzdrowisk dziecięcych, jednak „nasze” prezentowało się znacznie bardziej nowocześnie.

Na terenie Dukat Medical Spa funkcjonuje też kawiarnia, która wieczorem zamienia się w strefę imprezową dla dzieci, a później w dansing dla seniorów. 

Obsługa miejsca jest bardzo miła i życzliwa. Tak jak wspomniałam wcześniej, wiele osób, które poznaliśmy na miejscu przyjeżdża tam co roku na turnus w ramach NFZ lub prywatnie, bo zwyczajnie podoba im się to miejsce.

Opłaty

Dziecko skierowane na turnus jedzie bez opłat. Wszelkie koszty leczenia, noclegu i posiłków pokrywa NFZ. Fundusz nie pokrywa kosztów pobytu opiekunów dziecka i rodzeństwa, jeśli jadą jako osoby towarzyszące. Ceny pobytu opiekunów może różnić się w zależności od miejsca, do którego pojedziemy. W Dukacie cena zależała też od wyboru standardu pokoju. W trakcie naszego pobytu (2019) za pokój 3 osobowy obowiązywała cena ok, 2,8 tys. za osobę dorosłą. Za Tymka nie płaciliśmy. Dochodziła też opłata klimatyczna oraz dodatkowe wycieczki, zabiegi czy korzystanie z basenu.

A zatem czy warto?

Naszym zdaniem warto wyjechać z dziećmi nad morze w okresie jesienno – zimowym. Będzie to z korzyścią dla ich zdrowia i dla naszego portfela. Ceny są wtedy niższe i nie ma tylu pokus czyhających na dzieci na każdym kroku jak latem (straganów z plastikiem, balonów itd.). Wybrzeże zimową porą jest zdecydowanie spokojniejsze, a Bałtyk ma niewątpliwy klimat.

Warto rozważyć wyjazd do sanatorium, jeśli nasza pociecha dużo choruje. Sami pewnie nie zdecydowalibyśmy się na tak długi wyjazd nad morze i to zimą, gdyby nie nadzieja, że pobyt wzmocni odporność naszego dziecka. Co ważne, w trakcie pobytu w sanatorium opiekunowie dziecka mogą się wymieniać w ramach jednej opłaty za pobyt i wtedy organizacyjnie robi się lżej. Testowaliśmy tę opcję, jak również wielu innych rodziców, których wspomagali w opiece nad dziećmi np. dziadkowie. Rodzice jadący na turnus z jednym dzieckiem, często też się wymieniali w połowie pobytu.

Cena za pobyt trzytygodniowy nad morzem jest też dosyć atrakcyjna i obowiązuje niezależnie od miesiąca, w którym jedziemy. W sanatorium byliśmy raz i nie żałujemy wyjazdu. Wiem, że nie wszędzie są dobre warunki w polskich sanatoriach, ale Dukat Medical Spa możemy jak najbardziej polecić.

Aktualny cennik znajduje się na stronie uzdrowiska.

5 1 vote
Article Rating
Zapisz się
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments