Kamperem przez Australię – informacje praktyczne

W drodze – te dwa wyrazy, będące zarazem tytułem znanej książki Jack’a Kerouac’a chyba najlepiej oddają charakter  podróży, którą odbyliśmy po Australii. Mimo, że nasze przygody nie były tak szalone jak bohaterów książki, to w drodze byliśmy praktycznie całe 3 tygodnie pobytu. Sama podróż (jak na wyjazd z dzieckiem na drugi koniec świata) była bardzo spontaniczna. Planowaliśmy zależnie od okoliczności, w których się znaleźliśmy i prawie nigdy z dużym wyprzedzeniem. A dlaczego w taki sposób, zaraz postaram się opowiedzieć.

Kamperem po drogach Australii

O podróży po Australii kamperem myśleliśmy na długo przed wyjazdem. Po pierwsze, podróż mobilnym „domem na kółkach” to wielka wygoda i wolność. Nie trzeba rezerwować hoteli, zatrzymujemy się tam, gdzie nam się spodoba. Po drugie, hotele i motele są dosyć drogie w Australii. Cena średniej klasy motelu za dobę to minimum 100- 130 AUD, podczas gdy jedna noc na polu kempingowym to koszt przynajmniej o połowę mniejszy. Ceny zależą od lokalizacji miejsca, które wybierzemy, ale także od tego czy decydujemy się na opcję podłączenia do prądu oraz jaki typ auta/kampera posiadamy. W Internecie reklamuje się wiele wypożyczalni, a wybór zależeć będzie głównie od naszego budżetu oraz ilości podróżujących. Podróżując we dwójkę może sprawdzić się nawet małe kombi z materacem lub tzw. Campervan. Podróżując z dziećmi, wygodniejszy będzie tzw. Motorhome, czyli kamper z kuchnią, łazienką i klimatyzacją.  Taki sposób podróżowania jest popularny również wśród Australijczyków. Baza kempingów jest naprawdę duża, a warunki tam panujące zadowolą nawet osoby sceptycznie nastawione do tego typu noclegów.

Relokacje

Na decyzję o podróży kamperem po Australii wpłynęła ostatecznie znaleziona w Internecie forma wynajmu, która nazywa się relocations.  Relokacje są popularne w wielu anglojęzycznych krajach, w tym w USA i Kanadzie. O co w tym chodzi? Właściciele kamperów czy wypożyczalnie, które muszą przerzucić auto np. do innego stanu, umożliwiają zainteresowanym podróżnikom wypożyczenie „domu na kółkach” z punktu A i odwiezienie go do punktu B. Wyznaczają czas w jakim to musi nastąpić, ale często jest możliwość dodatkowo płatnego wydłużenia czasu podróży. Wypożyczalnie oszczędzają w ten sposób na wynagrodzeniu kierowcy, a podróżujący otrzymują opcję względnie taniego podróżowania. Ceny za takie użytkowanie kampera są bardzo niskie w porównaniu do zwykłego wypożyczenia. Płacimy głównie za tankowanie.   

Relokacje mają wiele zalet, ale i kilka wad.  Minusem jest to, że nie możemy zarezerwować trasy ani interesującego nas auta z dużym wyprzedzeniem. Lista ofert jest aktualizowana na bieżąco. Co więcej, na relokację auta mamy określoną ilość dni. To powoduje, że pewne trasy wymagają dość sprawnego przemieszczania się i nie możemy zatrzymać się nigdzie na dłużej. Taka forma podróżowania wymusza też spontaniczność, bo tak jak w naszym przypadku, od momentu pojawienia się na stronie interesującej nas oferty mieliśmy dosłownie półtora dnia na stawienie się w miejscu odbioru kampera.

Wybór trasy

Planując podróż kamperem po Australii jest kilka pięknych tras wartych rozważenia. My braliśmy pod uwagę, głównie kierunki we wschodniej i południowej części kraju:

    • Trasa z Sydney do Brisbane (od 4 do 8 dni w jedną stronę): przejazd wybrzeżem, piękne plaże, las deszczowy, sporo miejsc po drodze, w których można się zatrzymać – nasz ostateczny wybór.
    • Road Trip po Tasmanii (od 6 do 10 dni w jedną stronę): Tasmania jest wciąż moim marzeniem. Trasa dla miłośników przyrody, piękne parki narodowe, okazja zanurzenia się w zieleni i zobaczenia diabła tasmańskiego. W październiku pogoda nie zachęcała do wyboru tej trasy, bo temperatura oscylowała między 10 a 15 stopni.
    • Trasa z Melbourne do Adelajdy (od 5 do 10 dni w jedną stronę): część tej trasy stanowi widowiskowa droga Great Ocean Road, która jest przepiękna. Na trasie jest Park Narodowy Grampian i można zboczyć na Kangaroo Island, czyli Wyspę Kangurów. Sama Adelajda to podobno bardzo przyjemne miasto, a jej okolice to raj dla miłośników wina.
    • Trasa z Brisbane do Cairns (od 10 do 20 dni w jedną stronę): to długa droga, na trasie przepiękne plaże, możliwość nurkowania na Wielkiej Rafie Koralowej, wodospady i lasy deszczowe, ale żeby tam pojechać potrzebowalibyśmy dodatkowych 2 tygodni w Australii.

Zdecydowaliśmy się na trasę Sydney – Brisbane ze względu na dostępność kampera oraz perspektywę ciepła. Po przylocie do Melbourne, przez około tydzień zatrzymaliśmy się w Geelong w stanie Wiktoria. Powitała nas kapryśna pogoda i bardzo zimne noce. Trochę zaskoczeni, bo w końcu miała być ciepła wiosna, postanowiliśmy uciekać w stronę wschodniego wybrzeża i Sunshine State, czyli stanu Queensland. W Queensland jest praktycznie zawsze ciepło lub może być tylko cieplej. Decyzja była szybka, bo w piątek w nocy zarezerwowaliśmy trasę, a we wtorek mieliśmy odebrać kamper. Problem polegał na tym, że w momencie rezerwacji byliśmy w Geelong a nasz motorhome był do odbioru w Sydney, czyli około 1000 km dalej.

Wybraliśmy tę trasę także dlatego, że mogliśmy wrócić z Brisbane do Sydney również kamperem, dzień po skończeniu pierwszego etapu naszego road tripu. Wtedy uznaliśmy to za dobry znak, ale w praktyce droga bywała wyzwaniem. Po pierwsze, nie można wypożyczonym autem jeździć po zmroku. W październiku robiło się ciemno po 18:00. Niektóre drogi wymagały naprawdę powolnej jazdy, a poza tym sam kamper, to trochę taka jazda ciężarówką, więc za szybko się nie pojedzie. No i w Australii trzeba bardzo uważać, żeby nie przekroczyć dozwolonej prędkości, bo grożą za to wysokie mandaty.

Infrastruktura kempingowa

Podróżowanie kamperem jest bardzo popularne wśród samych Australijczyków. Z czystą fascynacją i zdumieniem obserwowaliśmy jakie udogodnienia posiadali oni w swoich mobilnych domach. Niektórzy lokalni podróżnicy mieli przy swoich kamperach namioty z meblami ogrodowymi, klimatyczne dekoracje z lampek przy wejściu, skórzane kanapy i fotele czy misternie upięte firanki w oknach, żeby wymienić tylko te najciekawsze.  Żałuję, że wtedy nie robiłam zdjęć. Infrastruktura kempingowa jest naprawdę na wysokim poziomie. To nie są kempingi, które pamiętałam z Polski, na które raczej nie chciałabym wracać.

Pola kempingowe dzielą się na prywatne (Holiday Parks/ Caravan Parks) oraz stanowe, umożliwiające nocleg na terenie parku narodowego czy lasu stanowego. Ta druga opcja, to proste, często darmowe lub bardzo tanie kempingi ze skromnych zapleczem w postaci toalet, czasem prysznica czy ewentualnie ogólnodostępnego grilla. Nie korzystaliśmy, tylko czytaliśmy o takiej opcji. Podróżując z dzieckiem szukaliśmy jednak większej wygody. Istnieje tez opcja Station Stays, czyli kemping na prywatnych ranczach, ale nie widzieliśmy takich po drodze.

Wybieraliśmy parki kempingowe (Holiday Parks) w zależności od tego ile udało nam się przejechać danego dnia oraz kierując się opiniami i zdjęciami z aplikacji. Jadąc wybrzeżem, można zatrzymać się na kempingu zlokalizowanym praktycznie przy samej plaży. Takie kempingi mają ogólnodostępne, ale bardzo czyste łazienki, rozbudowane kuchnie, pralnie, miejsca na grilla, place zabaw, a czasem nawet baseny.

Doba na kempingu trwa najczęściej do godziny 10:00 dnia następnego. Przy wjeździe i rejestracji otrzymujemy mapkę kempingu i numer miejsca postojowego oraz hasło do WiFi. Wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane.

Warto ściągnąć sobie aplikację z bazą kempingów, która oprócz zaznaczonych na mapie pól kempingowych, pozwala na sprawdzenie opinii o miejscu czy zobaczenie zdjęć zrobionych i dodanych przez innych podróżników. Najlepsze aplikacje to Wikicamps, CamperMate czy Camps Australia Wide. My korzystaliśmy z dwóch pierwszych.

Pewnie niektórzy z Was zastanawiają się czy nie można po prostu zaparkować na zwykłym parkingu i tam spędzić noc. Nie jest to takie proste. Czytaliśmy, że są pewne miasta, które udostępniają teren pod bezpłatne biwakowanie, żeby przyciągnąć turystów. W popularnych miejscach wzdłuż wybrzeża raczej nie spotkamy tego typu miejsc. Co więcej, na większości parkingów w turystycznych miasteczkach jest zakaz zatrzymywania się na noc kamperem pod groźbą sporego mandatu.

Podróż kamperem z dzieckiem

Podróż kamperem z dzieckiem to jak każda podróż –  wyzwanie, którego sukces zależy od naszego przygotowania oraz nastawienia. Po drogach Australii w ciągu 3 tygodni przejechaliśmy z dwuletnią Laurą prawie 5 tysięcy kilometrów. Dwulatek to nie jest najcierpliwszy kompan podróży, bo w pewnym momencie żadna animacja nie pomaga i jedyną metodą na poprawę humoru jest postój  (lub bajka).

Podróżując kamperem codziennie mieliśmy do pokonania około 300 km. Jadąc wzdłuż wybrzeża taki odcinek zajmował większość dnia jazdy. Wyjeżdżaliśmy rano po śniadaniu, jechaliśmy około dwóch godzin, po czym zatrzymywaliśmy się na dłuższy postój z obiadem i ruszaliśmy na pole kempingowe. W tym czasie Laura miała drzemkę, a ja szukałam noclegu na dany dzień i inspiracji na kolejny.

Na kempingach na dzieci czekają place zabaw, bywają baseny, jest duży teren do biegania, jesteśmy blisko plaży, więc dzieci nie powinny się nudzić. Codzienna jazda jest jednak męcząca dla każdego. Staraliśmy się pokonywać jak najdłuższą trasę, gdy Laura spała w ciągu dnia.  Często sami byliśmy zmęczeni, ale Laura wciąż pamięta nasz „kochany kamper” i pyta kiedy pojedziemy nim znowu.

O pierwszej części naszej podróży na trasie Sydney – Brisbane można poczytać tu.

0 0 votes
Article Rating
Zapisz się
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments